Św. Prokop, opat
urodzony dla nieba 1.04.1053 roku,
kanonizowany 1804 roku,
wspomnienie 13 lipca.

 

 

 

Modlitwa

Ożywczej łaski Twojej,
Boski nasz Zbawco,
niech doznamy wsparcia,
abyśmy prześwietnym zasługom świętego Prokopa,
Wyznawcy Twojego,
cześć oddając,
za jego wstawieniem się
od wszelkiej na duszy niemocy
uwolnieni zostali.
Przez Pana naszego
Jezusa Chrystusa,
który króluje w Niebie
i na ziemi.
Amen.

 

Żywot świętego Prokopa, opata
(Żył około roku Pańskiego 1053)

Święty Prokop urodził się na początku wieku jedenastego w Czechach, w małej wiosce zwanej Chotum. Rodzice jego byli niezamożni, ale za to bogaci w cnoty chrześcijańskie. Dom ich był wzorem chrześcijańskiego pożycia i pomimo że sami nie opływali w dostatki, każdy ubogi znajdował tam jak najserdeczniejsze przyjęcie i wsparcie. Święty Prokop od dzieciństwa pobożnie wychowywany, był wzorem pobożności i niewinności. Młodym jeszcze był chłopakiem, kiedy zamiast oddawania się zwykłym jego wiekowi rozrywkom i zabawom, ile miał wolnego czasu, spędzał na modlitwie i na czytaniu ksiąg pobożnych. Pierwsze lata dzieciństwa spędził pod okiem rodziców w domu i tam już w naukach był kształcony. Gdy podrósł, oddano go do wyższych szkół w Pradze. Pilnie oddając się naukom, nie wygasił w sobie wcale ducha pobożności, którego wyniósł z domu. Owszem, wytrwały w ćwiczeniu się w modlitwie, zawiązawszy bliższe stosunki z najświątobliwszymi kapłanami, uchronił się nie tylko od skażenia obyczajów, co zwykle grozi młodzieńcowi kształcącemu się w publicznych szkołach, ale nawet wielkie w cnotach uczynił postępy.

Po ukończeniu nauk, w których odznaczał się zawsze jako bardzo zdolny i najpracowitszy uczeń, powrócił do domu, z myślą wstąpienia do stanu duchownego. Nie chcąc jednak powziąć postanowienia w tak ważnej sprawie bez dokładnego zbadania woli Bożej, podwoił umartwienia ciała i modlitwy, prosząc Boga, aby raczył wskazać jego powołanie. Gdy poznał, iż go Pan Bóg w istocie przeznacza do tego stanu, i otrzymawszy na to pozwolenie i błogosławieństwo rodziców, poświęcił się na służbę ołtarza, a po ukończeniu nauk teologicznych wyświęcony został na kapłana.

Godność ta rozbudziła w sercu Prokopa jeszcze gorętsze nabożeństwo i jeszcze pilniejsze starania około własnej doskonałości, oraz obudziła w nim gorliwość o dobro dusz bliźnich. Szczególnie pragnął pracować około nauczania młodzieży, a że w Wyszehradzie, przedmieściu Pragi, było zgromadzenie księży świeckich, którzy żyjąc według przepisów prawa kanonicznego, oprócz odprawiania służby Bożej zajmowali się głównie szkołą przy której byli umieszczeni, więc święty Prokop przyłączył się do tego zgromadzenia. Przybycie sługi Bożego było dla zgromadzenia wielkim błogosławieństwem niebieskim. Stał on się dla nich wszystkich przykładem tak w działalności zewnętrznej jak i w pracy około własnego uświątobliwienia. Dni całe spędzał albo przy młodzieży, która stąd najzbawienniejszego wpływu doznawała, albo na modlitwie przed Przenajświętszym Sakramentem, lub na czytaniu ksiąg świętych.

Oddany z największym poświęceniem swoim obowiązkom, wzdychał jednak za życiem bardziej odosobnionym, do którego od najmłodszych lat czuł pociąg. Czytanie żywotów świętych pustelników puszcz egipskich rozbudzało jeszcze żywsze pragnienie takiego rodzaju życia, a utwierdzał go w tym pewien świątobliwy samotnik, żyjący niedaleko Pragi na puszczy. Święty Prokop często go odwiedzał i coraz więcej w życiu pustelniczym się rozmiłowywał.

Tym czasem kapłani zgromadzenia, w którym się znajdował, ceniąc coraz bardziej jego cnoty, gdy przyszło wybierać nowego przełożonego, jednogłośnie uradzili, aby na tę godność wynieść św. Prokopa. Dowiedziawszy się o tym sługa Boży, już dłużej nie wahał się w myślach zostania pustelnikiem. Obawa przed urzędem przełożeńskim skłoniła go do tego stanowczo. Jak miłowany i wysoko ceniony był od braci swoich, tak i sam nawzajem wielce ich poważał i serdecznie kochał, lecz utwierdzony w swoich zamiarach przez owego pustelnika, uszedł potajemnie z zamiarem osiedlenia się na puszczy. Poszedł w lasy sazawskie, o kilka mil od zamku Kurm oddalone, i zapuściwszy się daleko w ich głąb, wyszukał sobie jaskinię w pobliżu strumyka i w niej zamieszkał.

Tam przebył kilka lat, wiodąc życie oddane wysokiej bogomyślności i najostrzejszej pokucie. Żywił się surowymi jarzynami, jakie sam uprawiał i leśnymi owocami, które wokoło swojej jaskini w wielkiej obfitości znachodził. Dni całe i większą część nocy zatapiał się w modlitwie i czytaniu kilku ksiąg świętych, które wziął z sobą. Ciszy jego nic nie naruszało, gdyż nikt nie wiedział, co się z nim stało, a miejsce, w którym przebywał, było prawie niedostępne.

Lecz spodobało się Panu Bogu, aby ten wielki sługa Jego dłużej nie zostawał w ukryciu. Zdarzyło się dnia pewnego, że panujący książę Ulryk, polując w okolicach zamku kurmskiego, oddzielił się od swoich dworzan, a ścigając niezwykłej wielkości jelenia wpadł za nim do lasu gdzie mieszkał Prokop, i tu zabłądził. Jeleń, znużony długą pogonią, padł u stóp świętego pustelnika, w miejscu, gdzie zbierał sobie drzewo. Wnet nadjechał książę i zmierzył z łuku do jelenia, gdy nagle ujrzał Prokopa obok zwierzęcia, opuścił przeto łuk i sam bardzo znużony zbliżył się do pustelnika, z prośbą o kubek wody. Zaledwie jej Ulryk skosztował, gdy zawołał z podziwem: "Zaprawdę nie piłem nigdy tak wybornego wina! Skąd je wziąłeś, mężu pobożny?" Święty Prokop mniemał zrazu, iż książę żartuje, lecz przekonawszy się o prawdzie tych słów i widząc, iż Pan Bóg taki cud uczynił przez wzgląd na niego, upadł na kolana i dziękując Panu Bogu gorąco się modlił.

Ale Pan Jezus raczył go obdarzyć jeszcze większą pociechą, jak bowiem ową wodę w kubku przemienił na wyborne wino, tak i serce księcia Ulryka napełnił wielką i szczerą skruchą za liczne i ciężkie grzechy. Wdawszy się w rozmowę z świętym Prokopem, już nie tylko po cudzie, którego co dopiero był świadkiem, lecz i z tego, co od niego słyszał, poznał w nim książę wielkiego sługę Bożego i świętego kapłana, zwierzył mu się tedy z wszystkiego, co mu najwięcej na sumieniu ciążyło, przyrzekł poprawę życia, oświadczył, iż gotów jest spełnić jaki czyn dobry na zadośćuczynienie sprawiedliwości Boskiej i prosił Prokopa, aby mu go wskazał. Święty kazał mu zbudować kościół wraz z klasztorem pod wezwaniem świętego Jana Chrzciciela, i opatrzyć go w dostateczne na pewną liczbę zakonników dochody, na co książę chętnie się zgodził i wnet wziął się do dzieła.

Tym czasem rozeszła się wieść pomiędzy wiernym ludem o miejscu pobytu świętego Prokopa i o cudzie uczynionym przez niego. Do pustyni, w której przebywał, zaczęły ciągnąć tłumy pobożnych, jedni aby żądać modlitwy od męża Bożego, inni po rady w potrzebach swojego sumienia, a wielu było i takich, którzy osiadali przy nim, aby pod jego przewodnictwem wieść taki sam rodzaj życia. Wkrótce też stanął kościół i klasztor przez księcia zbudowany, w którym święty Prokop zaprowadził regułę świętego Benedykta.

Pan Bóg wsławił go jeszcze potem wielu cudami, a szczególnie duchem prorockim. Przepowiedział on dzień swojego zejścia, jako też różne klęski, które miały spaść na Czechy, a które w istocie według jego przepowiedni w oznaczonym przez niego czasie nadeszły. W zarządzie swojego klasztoru długie spędziwszy lata, kiedy już założone tam przez niego zgromadzenie ustaliło się i najściślejszą karnością zakonnego życia jaśniało, mąż Boży w dniu, który przepowiedział, 1 kwietnia roku Pańskiego 1053 poszedł do Nieba po wiekuistą nagrodę. Papież Pius VII policzył go w roku 1804 pomiędzy Świętych.

Copyright © 2009 A.Ufnal